Daria Rybicka - dietoporady | Jak przetrwać pobyt w szpitalu
2021
single,single-post,postid-2021,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-content-sidebar-responsive,transparent_content,qode-theme-ver-10.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive
Processed with VSCOcam with a5 preset

Jak przetrwać pobyt w szpitalu

Leżałaś kiedyś w szpitalu? Ja kilka razy sama i kilka z chłopcami. Zdecydowanie trudniejsze są te pobyty z dziećmi.

Początkowo myśli matki skupione są na tym, aby jak najszybciej minęło zagrożenie i lęk o chore dziecko. To jest oczywiste i nic innego nie zaprząta głowy. Z czasem, kiedy stan się poprawia, zaczynają dochodzić do Ciebie inne myśli. Własne zmęczenie, troska o drugie dziecko, które zostało w domu. Zwracasz większą uwagę na otoczenie, w którym przebywasz. Opowiem Ci naszą historię – jak w tym całym szaleństwie udało mi się nie zwariować. Przygotowałam ten wpis, ponieważ zadawaliście mi dużo pytań jak to się stało, że trafiliśmy do szpitala, pytaliście o symptomy i później jak to wszystko wyglądało.

 

Od czego się zaczęło

Na Instagramie TUTAJ bardzo często pytałyście mnie o objawy, które miał Kubuś.

Przez kilka dni Kubuś miał katar. Nic niepokojącego się nie działo. Byliśmy nawet o pediatry – ściąganie z nosa, sól morska, inhalacje z soli fizjologicznej.  Standard. Któregoś dnia po powrocie ze spaceru Kubuś zaczął mocno płakać. Zaczął kaszleć dziwnym świszcząco-szczekającym dźwiękiem. Przy drugim takim napadzie kaszlu nie mógł oddychać, zrobił się czerwony, później blady, próbował złapać powietrze, leciały mu łzy. Intuicja podpowiadała mi, że nie ma co czekać na wizytę u pediatry, tylko jedziemy do szpitala. Chciałam być spokojna. Prawdę mówiąc myślałam, że lekarz zbada Kubusia, stwierdzi infekcję, dostaniemy leki i wrócimy do domu.  W szpitalu dostał kolejnego napadu kaszlu, po badaniu lekarz stwierdził zapalenie krtani. Został zrobiony RTG, który wykazał zapalenie płuc i wtedy dostaliśmy informację, że zostajemy w szpitalu.

Kiedy jechać do szpitala

Moim zdaniem wtedy, kiedy CZUJESZ, że jest taka potrzeba. Serio. Uważam, że intuicja mamy to podstawa. Pamiętam sytuację z kilkumiesięcznym Julkiem. W trakcie infekcji był badany przez lekarza, po niespełna godzinie od tej wizyty jego stan był tak ciężki, że skończyło się poważnymi problemami z oddychaniem. Teraz było podobnie – objawy pojawiły się i nasiliły dosłownie w ciągu kilkunastu/kilkudziesięciu minut.

Także to dla mnie potwierdzenie, że choroby u tak małych dzieci rozwijają się w tempie błyskawicznym. Poza tym są dzieci (np. nasi chłopcy), że nawet jeżeli są poważnie chorzy to często tego po nich nie widać! Miałam czasami poczucie, że lekarze patrzą na mnie jak na przewrażliwioną matkę, a później w RTG się okazywało się, że są np. zmiany w płucach…

A jak jest u Was?

Macie jakieś doświadczenia związane ze szpitalnymi pobytami?

 

 

Processed with VSCOcam with a5 preset

 

Warunki w szpitalu

W momencie, kiedy minął największy stres i Kubuś zaczął się lepiej czuć zaczęłam zwracać większą uwagę na otoczenie. Wiadomo, polskie szpitale nie są komfortowe (chociaż takie miałam w szpitalu po porodzie TUTAJ  i TUTAJ przeczytasz więcej). Tym razem byliśmy w Szpitalu w Dziekanowie Leśnym i prawdę mówiąc trudne to było doświadczenie 😉  Szpital jest bardzo duży, ale świecił pustkami. Przygaszone światła, MEGA mało ludzi powodowało, że czułam się po prostu strasznie. Na dużym oddziele przez pierwsze 2 doby było dosłownie kilkoro dzieci. Ciemność i cisza nietypowe jak dla mnie dla oddziału dziecięcego były po prostu przerażające. W pierwszej dobie, Kubuś gorączkował i idąc do pielęgniarki przez ciemny korytarz czułam się normalnie jak w horrorze. Ja wiem, że mam bujną wyobraźnię, ale taki klimat w połączeniu ze zmęczeniem i brakiem snu w nocy powodowało, że czułam się naprawdę jak w horrorze. I jeszcze ten szum drzew za oknem 😉 Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu 😉

Szukając plusów w tej całej sytuacji byłam wdzięczna za to, że mieliśmy izolatkę. To dało duży komfort. Funkcjonowaliśmy według swojego rytmu.

image

JAK SOBIE „UMILIĆ” POBYT W SZPITALU

Jakkolwiek to nie brzmi, to nawet w tej sytuacji starałam się sobie pomóc i znaleźć chociaż małe „rzeczy”, które poprawiały mój komfort  i samopoczucie.

Zawsze do szpitala zabieram kilka rzeczy z domu, żeby się lepiej czuć np. koc

Oczywiście Kubuś dostawał „świra”, nudził się przeokropnie, cały czas chciał raczkować więc niezbędne było zaplecze ulubionych zabawek. 

To co nam bardzo pomogło w funkcjonowaniu to nosidło. Wiadomo, że Kubuś potrzebował dużo bliskości więc nosidło dawało mi trochę oddechu. Do tego zawsze w nosidle się usypialiśmy.

image

 

image

Mamo zwijamy się!

Raczkujący Kubuś był sporym wyzwaniem 😉

image

KSIĄŻKA

Izolatka ma to do siebie, że nie ma z kim pogadać 😉 nadrabiałam telefonicznymi rozmowami z bliskimi, ale kiedy Kubuś miał drzemki, czy szedł spać na noc musiałam zająć głowę czymś innym. Skierowanie myśli na coś innego niż choroba Kubusia, albo Julek, który został w domu zdecydowanie mi pomogło. Odrywałam się po prostu i było mi lepiej. Oczywiście lektura nie była szczególnie ambitna 😉 Książka Madame Chic jest lekką lekturą, ale wniosła kilka nowych rzeczy do mojego stosunku do swojego stylu, sposobie myślenia o nim i jego planowania. A że w planach na nowy rok mam modyfikację swojej garderoby to książka była strzałem w dziesiątkę. Także polecam.

image

Jedzenie w szpitalu

To był dosyć uciążliwy temat. Jeżeli chodzi o moje jedzenie to było ciężko ponieważ w szpitalu był zamknięty bufet więc zostawały mi tylko to, co przywiozłam z domu. Z Kubusiem było znacznie prościej bo bufet miałam przy sobie 😉

Pobyt w szpitalu, a rozszerzanie diety

W tym czasie nie zrezygnowałam z podawania Kubusiowi stałych posiłków. Przez pierwszą dobę (najgorsze samopoczucie) było tylko mleko mamy, później Kubuś jadł:

  • śniadanko, które było łatwe do przygotowania1. płatki ryżowe (zalewa się tylko wrzątkiem) + owoce np. banan, mandarynka
    2. płatki jaglane (zalewałam wrzątkiem i czekałam aż rozmiękną) z owocami
  • coś, co miałam dla siebie do jedzenia: pieczywo, czy owoc (u nas jabłko, banan, mandarynka, pomarańcza)

 

Także z mojej perspektywy nie było powodu do przerywania procesu rozszerzania diety na czas pobytu w szpitalu. Oczywiście stan i samopoczucie Kubusia na to pozwalał, do tego chętnie jadł.

Z praktycznego punktu widzenia pomocny był dla nas fotelik samochodowy, który miałam przy sobie – to w nim Kubuś zasiadał do jedzenia.

 

 

image

I na koniec, na ten nowy 2017 rok życzę Wam dużo zdrowia!

4 komentarze
  • Gosia
    Posted at 21:38h, 09 stycznia Odpowiedz

    Byłam w szpitalu 6 lat temu z 9 miesięczna córką i powiem Ci to że miałaś lozko to był mega komfort,u nas rodzice w sali 2 osobowej spali na krzesłach albo na podłodze a czajnik był zakazany, dzieci jadly mm które przygotowywane było przez pielęgniarki godzinę wcześniej i podgrzewane w mikrofali.. to był dopiero horror. Dobrze ze ja tez wtedy karmilam i szybko z tego wyszliśmy. Zdrówka życzę 😊

  • Ola
    Posted at 22:36h, 09 stycznia Odpowiedz

    Cześć Daria :). Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu. Dziś również zajrzałam z wieczorną herbatką o 20. I czytając archiwalne posty właśnie się zorientowałam, że już 22.30 :). Oj, dawno się tak nie zrelaksowałam. Ostatnio mam ciężki czas, końcówka starego roku i początek nowego nie były dla mnie łaskawe. Piszę w czasie przeszłym bo od jutra mam zamiar się uśmiechać mimo wszystko :)! Chciałabym, żeby ten rok przyniósł sporo zmian w moim życiu i muszę mieć siłę, żeby do nich dążyć. Ty i twój blog jesteście mega motywatorem :). Tyś piękna i cudowni faceci obok Ciebie. Ten najmłodszy ma najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałam (choć zapewne zmienię zdanie gdy będę miała swojego wymarzonego potomka – bo jak wiadomo mamy szaleją na punkcie swoich dzieci – mam nadzieję, że i mnie to czeka w niedalekiej przyszłości).

    Buziaki!

  • bezimiennie
    Posted at 08:52h, 10 stycznia Odpowiedz

    No i poleciałam po płatki dla dziecka na śniadanie!
    Dzięki za podpowiedź!
    ZDROWIA dla całej gromady!

Post A Comment