SOCIAL MEDIA
Daria Rybicka - dietoporady | Jak spełniać swoje marzenia? Zrobiłam to. Napisałam książkę.
3294
post-template-default,single,single-post,postid-3294,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,side_menu_slide_from_right,qode-content-sidebar-responsive,transparent_content,columns-3,qode-theme-ver-13.0,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Jak spełniać swoje marzenia? Zrobiłam to. Napisałam książkę.

Pierwsze emocje opadły. Myślę, że to dobry moment na napisanie tego tekstu. Z ciągle żywymi emocjami, ale już ze zdrowym dystansem, spojrzenie na to, co się dzieje.

Tak. NAPISAŁAM KSIĄŻKĘ. Kasia często mówiła “uszczypnij mnie”, ciągle niedowierzając w to co się dzieje. Rzeczywiście tak było, że jak ta cała machina ruszyła i zaczęło “się dziać” to też trochę nie wierzyłam. Nie. To nie jest dobre słowo. Wierzyłam, wiedziałam co się dzieje, tylko odczuwałam to tak, jakbym była “na haju”, gdzieś obok.

Dostałam od Was wiele wiadomości, które w dużym uproszczeniu dotyczyły jednego. Jak to zrobiłyśmy? Jak zrealizować swoje marzenie? Jak się do tego zabrać? itd.

Miałam świadomość tego, że projekt, którego się podjęłyśmy delikatnie mówiąc “trąci szaleństwem”. Nie jesteśmy popularne, nie mamy takiej grupy obserwatorów, która zapewniłaby nam sprzedaż (chociaż na minimalnym poziomie, aby pokryć koszty) i tych “ALE” jest jeszcze wiele…. ale…. po drugiej stronie są fakty i przekonania, które spowodowały, że to zrobiłyśmy.

  • marzenia są po to, aby je spełniać
  • marzenia się spełnia własnymi rękami
  • to była fantastyczna przygoda. A my lubimy podróżować 😉
  • ok. nie jesteśmy “popularne”, ale mamy dobry produkt i wierzymy, że jakość się obroni. Mamy też dookoła siebie życzliwych ludzi, na których możemy liczyć (dziękujemy tym wszystkim, którzy ciepło przyjęli książkę i puścili o niej informację w świat!)Wydałam sama książkę. Bez wsparcia wydawnictwa i sponsorów, nie mając zielonego pojęcia jak się do tego zabrać.  Przez cały ten czas miałam głęboko wyryte w pamięci słowa prof. Bartoszewskiego.

 

“Są w życiu rzeczy, które się opłaca, ale nie warto ich robić. I są w życiu rzeczy, których się nie opłaca, ale warto..”

 

Idąc za tymi słowami działałam dalej, pokonując po kolei napotkane przeszkody. Zamieniałam je w wyzwania, wyciągałam wnioski i szłam dalej. Bo marzenia są zdecydowanie jedną z tych rzeczy w życiu, które “warto”.

 

 

Pisząc Wam te słowa, myślałam o tym, jak to się stało, że to zrobiłam. Skąd brałam siły i wiarę, które dawały “powera” do działania. I myślę sobie, że w ogromnej mierze wynika to z doświadczenia. Doświadczenia w życiu, tego co dobre i tego co trudne.  Z tych drugich wzięłam tyle, ile potrafiłam wziąć na danym etapie. To one w znacznym stopniu mnie zbudowały. Przy tym projekcie “uaktywniły” się również kompetencje, które rozwijałam przez ostatnie lata mojej pracy. Tej zawodowej (wiele lat pracowałam w korporacji) i tej związanej z pracą nad sobą. Wykorzystałam swoją wiedzę, cechy charakteru i predyspozycje. Do tego chciałam dzielić się energią i wiedzą. I co ogromnie ważne!

Mam przy sobie ludzi, którzy byli ogromnym wsparciem.

Męża, który jest bezgranicznym wsparciem i bez którego nic by się nie zadziało. Julka, który jest moim ogromnym motywatorem. Kubusia, który zyskał przyrodniego brata Maksia, niemalże bliźnaka 😉 (w końcu z Kasią miałyśmy termin porodu na ten sam dzień 😉 )  i siostrę,  “Apetyczną książkę”, która rosła razem z nim.

Przyjaciół, którzy akceptowali to, że oglądają mnie zza szyby telefonu, którzy wspierają, dodają otuchy i kiedy trzeba powiedzą z troską, żebym zadbała o siebie.

 

To co przeżyłam ukształtowało mnie taką, jaką jestem dzisiaj.  Kończąc “projekt książka” napisałam na Instagramie taką myśl.

“Jeśli mam zbudować rakietę, zbuduję ją. Zapytam tylko na kiedy i jaki mam budżet.”

To oczywiście przenośna, ale oddaje to, co czuję. Dałam radę, zrobiłam to. Zatem dam radę przejść przez kolejne doświadczenia, które na mojej drodze są zapisane.

 

To nie oznacza, że Ty również masz budować swoją rakietę albo napisać książkę. Bez względu jednak na to, o czym myślisz, co chcesz osiągnąć i o czym marzysz, zacznij działać. Zrób pierwszy krok i zobacz, co przyniosą kolejne!

 

 

I tutaj często padające pytanie: “Jak nam się to udało zrobić?”

Nie, nie udało się. To wynik włożonej pracy. Wyciąganie wniosków i podejmowanie ryzyka. Samo się nie zrobiło 😉 Zrealizowałam cel pomimo trudności, które pojawiły się po drodze. Miałam też świadomość, że nie ma nic za darmo, że będę musiała ponieść konsekwencje tego projektu. Ponieść określoną cenę. I nie mam tu na myśli kwestii finansowych. Tym kosztym była skrajnie mała ilość snu, zmęczenie, mniej czasu z rodziną, brak przestrzeni na swoje potrzeby itd.

Kiedy ktoś pracował kilka godzin dziennie, ja pracowałam kilkanaście

Kiedy ktoś oglądał ulubiony serial, ja pracowałam

Kiedy wychodził na kawę z przyjaciółką, ja pracowałam

Kiedyś ktoś się kładł spać o północy, ja pracowałam….

 

Tak. Wiem, to wysoka cena, ale wiesz…. warto było. Chociaż w Polsce mało popularne jest mówienie o sobie w taki sposób 😉 jestem z siebie dumna.

Czy można było uniknąć takich kosztów? Pewnie tak. Jednak zupełnie nie myślę o tym w ten sposób. To dla mnie kolejna, bardzo ważna lekcja. Praca domowa, którą odrobiłam, z tego co było trzeba wyciągnęłam wnioski.

To też lekcja pracy nad sobą, pokory, budowania poczucia siły, kompetencji, sprawdczości, wiary we własne możliwości….

Pewnie ktoś mógłby powiedzieć, że miałyśmy tyle czasu, że przecież od dawna to planowałyśmy, że miałyśmy spotkania, omawiałyśmy temat, przygotowywałyśmy materiał, zdjęcia itd. Tak. To wszystko się zgadza. Tylko wiecie jak to jest. Często nasze wyobrażenia na temat czegoś, są inne niż realia. Zaczynając projekt totalnie nie miałyśmy wyobrażenia tego, co nas spotka za zakrętem. Był etap wspólnych spotkań z Kasią, wielu wypitych kaw, zjedzonych pyszności, które robiłyśmy w trakcie spotkań. To był bardzo fajny czas. Tylko na pewnym etapie trzeba przejść do działania. Są konkrety, terminy, budżet, zobowiązania itd. Jesteśmy dorośli, trzeba  było stanąć na wysokości zadania i ponieść konsekwencje swoich decyzji. Sprostać zadaniu po prostu.

To jak wygląda tworzenie i wydanie książki to już zupełnie historia. W przyszłym tygodniu będę miała dla Was wpis właśnie o tym.

 

 

Dzięki czemu spełniłam swoje marzenie?

Trzeba być odważnym.

Jeśli w życiu brakuje miejsca na odwagę, to inne cnoty są bez znaczenia.

[W.Churchil]

 

Czy się bałam? Tak. Tylko ja się boję i robię, działam. Strach mnie nie paraliżuje. Mobilizuje, powoduje, że jestem uważna i czujna. Kiedy myślałam o tym dlaczego byłam w stanie zrealizować tak duży projekt odpowiedź przyszła sama…
Mam pewien rytuał. Jadąc samochodem, albo robiąc coś w domu lubię mieć poczucie dobrego wykorzystania tego czasu. Dlatego często słucham wtedy wypowiedzi inspirujących osób. Pewnego dnia słuchałam słów Jacka Walkiewicza i od razu czułam, jak bardzo to jest o mnie, jak bardzo jest to “moje”.

 

Jak spełnić swoje marzenie? 

 

ZAUFANIE DO SIEBIE

To duży kapitał, który mam. Poczucie, że dam radę. I nie chodzi tutaj o pewność siebie. To zaufanie wynika z doświadczenia. To, co przeżyłam w swoim życiu jest moje. To mnie zbudowało, te trudne doświadczenia szczególnie. Na pewno dam sobie radę dalej.

 

RYZYKO

Nie ma życia bez ryzyka. Tym bardziej nie ma biznesu bez ryzyka. Nie ma rozwoju bez ryzyka. Zaryzykowałam, ponieważ zaufałam sobie.

 

PODJĘCIE DECYZJI

Nie zapadła ona w głowie, tylko w sercu. Bo głowa mówi “nie opłaca się”, ale serce mówi “warto”. W głowie jest kalkulacja, czy się opłaca, czy się nie opłaca. W sercu nie. Jemu zaufałam.

 

ZAANGAŻOWANIE

Totalne i na 100%. Z etapami euforii i bycia na “haju”, zmęczeniem i ponoszeniem niematerialnych kosztów projektu po drugiej stronie. Życie z pasją, na 100%. To uzależnia. Chcę tak dalej!

 

I wiesz…. Mam ogromny apetyt na więcej.
I nadzieję, że Twój również zaostrzyłam.

Wierzę, że z Waszą pomocą i wsparciem będzie nam dane ten apetyt zaspokoić 🙂

 

C.D.N.

 

P.S. to bardzo ważny dla mnie tekst. Będzie mi bardzo miło jak zostawisz swój komentarz i udostępnisz go na swoim FB 🙂

 

książka do kupienia TUTAJ

 



ZDJĘCIA: KASIA www.kantorekkatjuszki.pl

 

 

 

 

7 komentarzy
  • Marta
    Posted at 21:55h, 22 listopada Odpowiedz

    Świetny tekst, serdecznie gratuluję! Czekam na książkę od dawna i mam nadzieję, że dostanę od Męża na święta. Inspirujesz jako cudowna mama i kobieta. Podziwiam, że potrafisz znaleźć czas dla dzieci, męża, na dom, pracę, realizację swoich marzeń, a do tego zawsze świetnie wyglądasz! Pozdrawiam. 🙂

  • Anna
    Posted at 22:53h, 22 listopada Odpowiedz

    Niesamowita książka. Dzisiaj przeczytana, a od jutra przepisy sprawdzane w praktyce. Gratuluje Daria

  • Ola
    Posted at 22:56h, 22 listopada Odpowiedz

    Ten wpis jest wspaniałym podsumowaniem pracy nad książka. Prawdziwy, szczery, wzruszający i dający nadzieję, ze warto sie starać i dążyć do celu. I nawet kiedy przychodzą trudne momenty, nie poddawać sie. A efekt wlozonego wysiłku i zaangażowania jest najlepszą nagrodą. Książka jest cudownym rezultatem zrealizowanego marzenia. Jest piękna, mądra, dająca wiele lekcji życia i przyjemności, czyli dokładnie taka jak TY!

  • Agata
    Posted at 16:21h, 23 listopada Odpowiedz

    Super tekst! Wielkie gratulacje, ze sie udalo spelnic marzenie!

    Ja chcialam kupic ksiazke, ale mieszkam zagranica i nie mam polskiego konta bankowego…. Rozwazacie udostepnienie platnosci karta platnicza?

    Pozdrawiam!
    Agata

  • Bogusia P.
    Posted at 18:52h, 23 listopada Odpowiedz

    Witam! gratuluję sukcesu!:) Tak, to Wasza wygrana, Wasze spełnione marzenie! Jesteś przykładem,że jeśli tylko się czegoś pragnie to można to osiągnąć swoją pracą,wytrwałością,zaangażowaniem i miłością jaką w to włożyłaś pomimo nieprzespanych nocy, zarwanych obowiązków, pewnie kilku chwil zwątpień i słabości- udało się!!!:)I uważam,że Wasza praca nie pójdzie na marne i czekam na książkę- kolejną kiedyś w przyszłości:):):)

  • Klaudia
    Posted at 22:54h, 03 grudnia Odpowiedz

    Książka trafiła do mnie w idealnym momencie. Niedawno minęły 3 miesiące odkąd karmię piersią. Już zacieram rączki na samą myśl o rozszerzaniu diety. Dodatkowo mojemu niemężowi posypało się zdrowie, więc siłą rzeczy musi zmienić swoje bardzo nieidealne nawyki żywieniowe. Wspólnie przyrządziliśmy kurczaka w panierce z płatków kukurydzianych, którym goście byli zachwyceni oraz pieczone warzywa, których wyszło tak dużo, że następnego dnia, po dodaniu pieprzu, curry, kurkumy i zblendowaniu powstała pyszna pasta warzywna na kanapki. A to wszystko szybko, zdrowo i smacznie. Mam ochotę na więcej. Pozdrawiam ciepło i czekam na kolejną Apetyczną Książkę ?

  • Iza
    Posted at 04:06h, 17 listopada Odpowiedz

    Jest moc! A ten tekst upewnił mnie tylko, że decyzje podjęte na początku tego roku, które zmieniają moje życie obecnie, są po coś. I jeszcze się nie skończyły. A zapoczątkowały coś nowego😊trzymam kciuki i z chęcią zakupię książkę

Post A Comment